poniedziałek, 19 stycznia 2015

TAG: Moje najgłupsze "kosmetyczne" pomysły... ;)

Witam Was serdecznie! :)
Pogoda nie dopisuje - jest tak nieprzyjemnie, że dzisiaj nawet nie miałam chęci gdziekolwiek wychodzić - zima mi zupełnie nie służy :((( Postanowiłam zaszyć się w domku z kubkiem gorącej czekolady i coś wreszcie napisać na blogu :D

Z rana czas wypełniały mi obowiązki domowe, problem stworzył się kiedy usiadłam i stwierdziłam, że zrobiłam wszystko co miałam zrobić... i co dalej? Pomyślałam o blogu, by wreszcie dodać nowy post i w sumie całkiem przypadkowo wpadłam na pomysł by opisać Wam swoje największe głupoty z wykorzystaniem kosmetyków lub pomysły na zastąpienie ich :)


Mogłabym temat zaliczyć jako TAG, więc jeśli spodoba się Wam taki rodzaj "spowiedzi", co kiedykolwiek dziwnego robiłyście z kosmetykami to zapraszam do zrobienia go u siebie ;)

Mój pierwszy głupi pomysł: Ugotowanie tuszu do rzęs - jeszcze z czasów nastoletnich... pojęcie o kosmetykach - znikome :D
 
Co zrobić gdy tusz zasechł na kamień a Wy macie akurat za pół godziny randkę, ważne spotkanie z koleżankami itp. sprawy, w których nastolatka za żadne skarby świata nie wyjdzie z domu nie umalowana...?
Gdzieś, ktoś, kiedyś... powiedział mi, że najlepiej wsadzić zakręcony tusz do szklanki i zalać gorącą wodą... Uwierzcie mi, że tak zrobiłam bo byłam zdesperowana! Jeden jedyny tusz używany od święta zaschnął a w tamtym momencie był mi potrzebny bardziej niż powietrze!

Efekt?
Czarna smoła, którą nijak nie dało rady nałożyć na rzęsy... efekt pandy gwarantowany w kilka sekund... Po 24 h tusz zgęstniał do normalnej konsystencji ale co z tego jak śmierdział okropnie, ponieważ najzwyczajniej w świecie zważył się...

Wnioski?
Nie słuchać wszystkich rad, nigdy nie traktować tak tuszu i mieć PRZYNAJMNIEJ trzy sztuki maskary w razie niespodziewanych sytuacji :D

Mój drugi głupi pomysł: zmywanie paznokci wódką... :D
Dobrze przeczytałyście!


Ten incydent również z czasów nastoletnich... Weekend minął dość intensywnie, brak chęci i siły a lakier na paznokciach wołał o pomstę do nieba... Pamiętam, że dodatkowo był czarny... Wszelkie odpryski było widać gołym okiem. Poniedziałek rano... lekcje zaczynały się o 8... 7:35 - stoję przy lodówce z wacikami i nasączam je wódką (bo oczywiście brak zmywacza pod ręką - w okresie szkolnym byłam strasznie zapominalska :P).

Efekt?
Rozmazane resztki lakieru, może jeden paznokieć udało mi się porządnie zmyć... skórki przesuszone do granic możliwości - wyglądały jakbym pracowała przez długie lata w kamieniołomach. Ja i cała kuchnia śmierdzi alkoholem... Mycie rąk na nic się zdaje - śmierdzi ode mnie wódką jak bym co najmniej pół litra wypiła... Idę tak do szkoły. Poratowała mnie przyjaciółka, która użyczyła mi perfumowanego balsamu do rąk. Na całe szczęście zapach balsamu zamaskował chociaż w lekkim stopniu woń alkoholu bo jakby mnie polonistka spotkała to bym miała... :D

Wnioski?
Wódka jest dobra tylko do picia :)
I znów problem z zapominalstwem: kupować na zapas zmywacz do paznokci.
Mój trzeci głupi pomysł: Kreski i pisaki :D


Razem z przyjaciółką szykowałyśmy się na imprezę... Oczywiście kosmetyki podkradłyśmy jej mamie :D Jej udało się zrobić pełny makijaż, mi niestety nie - szanowna mama wpadła do łazienki i pozabierała wszystko. Tapeta oczywiście nałożona, jedno oko z kreską a drugie gołe. Na nic zdały się prośby by tylko na chwilkę pożyczyć eyeliner... Gdzieś w pobliżu walały się pisaki młodszego brata przyjaciółki - do imprezy zostało pół godziny... Długo nie myślałam. Drugie oko pojechałam czarnym pisakiem i wiecie co? Nie było widać różnicy :D

Efekt?
Impreza minęła szybko, powrót do domu i przyszło mi zmyć makijaż.. Doznałam szoku gdy jedno oko po zmyciu dalej było pomalowane! Szlag! Pisak...? Taaa... To były markery! Cały weekend męczyłam się ze pozbyciem się tego "głupiego pomysłu"... ech...

Wnioski?
Lepiej iść na imprezę niepomalowana niż walczyć przez 2 dni ze zmyciem makijażu ;)
Mój czwarty głupi pomysł: Zapachowy antyperspirant :)
Od bardzo dawna używam dezodorantów od Rexony a ten jest moim ulubieńcem:
 

Ową przygodę bardziej bym mogła zaliczyć jako przypadek niż pomysł, ponieważ użyłam Rexony nieświadomie albo znów przez zapominalstwo :P

Przygotowania do wyjścia do szkoły, ubrałam czarny sweterek, miałam zwyczaj psikania ubrań dezodorantami zapachowymi - wtedy miałam również dezodorant o nazwie 313 (nawet nie wiem czy jest dalej produkowany), białe opakowanie jak w przypadku Rexony  - taki mój stały zestaw :) Dopiero w szkole zorientowałam się, że coś jest nie tak gdy koleżanka zwróciła mi uwagę, że mam białe podłużne plamy na swetrze :O Szybko zdałam sobie sprawę, że przez nieuwagę albo pośpiech spryskałam czarny sweter antyperspirantem Rexona :D Miała ubaw po pachy jak jej to powiedziałam...

To raczej moje najbardziej hardcorowe pomysły jakie kiedykolwiek przyszły mi do głowy. Wszystkie błędy popełniłam kiedy miałam ok. 14-16 lat. Dzisiaj wspominam te "przygody" z uśmiechem ale wtedy sytuacje opisane wyżej przyprawiły mnie o niezłe nerwy ;)
A Wy też w przeszłości miałyście takie kosmetyczne przygody? Czy tylko ja taką pokraką byłam? :D
Pozdrawiam Was! :*:)

30 komentarzy:

  1. Ja w młodości nie miałam takich pomysłów :D Musiałaś mieć niezłą zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś to miałam z tego niezłe nerwy ale teraz to tylko ubaw mam, że potrafiłam takie rzeczy wymyślać :D

      Usuń
  2. Ja nie pamiętam za bardzo moich grzeszków kosmetycznych z młodości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wszystkich również nie pamiętam - tylko te najbardziej dziwaczne ;)

      Usuń
  3. Mam podobne doświadczenie z dezodorantem, z tą różnicą że nie wiedziałam co to znaczy antyperspirant, podkradłam mamie i oczywistym efektem były fantazyjne zygzaki na czarnym swetrze. Jak Zorro ;) Poza tym żadnych wpadek, byłam perfekcyjną tapeciarą ;) Za to teraz nadrabiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że tylko ja pryskam bluzki antyperspirantem :D haha
      Teraz nadrabiasz? To znaczy, że czasami przychodzą Ci szalone pomysły jak w inny, dziwny sposób użyć kosmetyku? Chętnie bym poczytała u Ciebie o tym :)

      Usuń
  4. Niezłe pomysły, ja coś nie mogę swoich sobie przypomnieć, ale jak już to zrobię to na pewno odpowiem na ten TAG ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poczytałabym o innych, śmiesznych pomysłach :)))

      Usuń
  5. ja kiedyś też zalewałam zaschnięty tusz gorącą wodą i nawet za pierwszym razem wyszedł mi idealnie mokry tusz :) pomysł z kreską markerem bije wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym tuszem to chyba prawie każda próbowała :D nawet z czystej ciekawości co się z nim stanie po kontakcie z gorącą wodą... ;) Marker najwięcej nerwów mnie kosztował ale teraz mam ubaw po pachy jak sobie to przypomnę :)

      Usuń
  6. Czytałam w gazecie ten sposób na tusz haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę:D a pamiętasz jaka to była gazeta?

      Usuń
  7. Uśmiałam się czytając o Twoich "pomysłach' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również pisząc ten post ;) Miło mi, że możecie się tutaj również troszkę pośmiać :D

      Usuń
  8. Haha :D Ja w sytuacjach awaryjnych również gotowałam tusz i efekt nie był tak opłakany, dało się wyglądać. Ale zasychał z powrotem na kamień, tak jak pisałaś :D Do moich pomysłów parę ładnych lat temu zaliczam zmywanie paznokci rozpuszczalnikiem na działce, bo brakło mi zmywacza :D Ale człowiek był młody i głupi, nieświadomy niektórych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy więcej nie próbowałam gotowania tuszu a tamten egzemplarz po prostu nie wytrzymał tego i nici z malowania rzęs :P :D
      A rozpuszczalnik to już gruby hardcore... :D chyba bym się nie odważyła (teraz tak mówię ale 10 lat wstecz pewnie jak bym wódki nie miała to też chwyciłabym za rozpuszczalnik :D) ach... te młodzieńcze lata... :D

      Usuń
  9. też kiedyś postanowiłam ugotować sobie tusz i zmywać paznokcie, ale... perfumami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to nie były drogie perfumy :D Z drugiej strony ciekawi mnie efekt jaki osiągnęłaś tym sposobem??:D

      Usuń
  10. Też zmazywałam kiedyś lakier wódką :D A raczej próbowałam zmazać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie przybijam 5tkę :D nie jestem sama z tą wódką... razem raźniej :D

      Usuń
  11. Ahahaa, antyperspirant mnie powalił :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Uśmiałam się :) ja w wieku 16 lat ufarbowałam całe włosy jednym opakowaniem farby - palette słoneczny blond czy jakoś tak... oczywiście w tajemnicy przed mama... nie muszę mówić, że nie dosyć, że nie miałam wtedy pojęcia o popielach itd to jedno opakowanie to było stanowczo za mało... z kaczuszka na głowie wylądowałam u fryzjera na balejaż ..Twoje 'grzeszki' urodowe nie były najgorsze :p :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale się uśmiałam, super ten tag!
    Ja raczej nie miałam takich pomysłów :D

    OdpowiedzUsuń
  14. o kurde, takich akcji nigdy nie mialam :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiedziałam, ze z Ciebie taka zadymiara :D
    U mnie chyba nie było tak zabawnie, więc ten TAG u mnie by się nie sprawdził niestety :)
    Ale Tobie nie dam żyć jak Cię spotkam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. No proszę, haha.. ciekawe historie ;) Najbardziej rozbawiła mnie ta sytuacje z tuszem .

    OdpowiedzUsuń
  17. nie wpadłabym, by zmywać paznokcie wódką:P

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahaha! Fajny wpis! :-D

    W życiu nie słyszałam o tym zmywaniu wódką, ani o tuszu do rzęs. :-)

    Ale jakieś głupie pomysły w przeszłości mojej by się pewnie znalazły. Musiałabym się tylko zastanowić... ;-)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za każdy komentarz! :)
Czasami jedno pozytywne słowo dodaje skrzydeł gdy już chęci brak...

W wolnej chwili na pewno Was odwiedzę.
Jeżeli blog trafi w moje gusta - dodam do obserwowanych ;)

Pozdrawiam!